|
Warszawskie Spacery – „PSY
MYŚLIWSKIE” Nr 1/2002
WARSZAWSKIE SPACERY
Historia warszawskich spacerów rozpoczęła się
jesienią roku 1999 za sprawą dwóch seterów irlandzkich: Fokkera oraz Savannah,
zwanej Sawanką. Pomyślnie zdane próby polowe sprawiły, że u ich państwa zaczęła
rozwijać się pasja łowiecka i zakiełkowała myśl o konkursach. Pomysł zatrzymał
się na etapie kiełka na czas dłuższy, bo żadne z nas nie polowało i nie poluje
nadal, choć nie tracimy nadziei, że kiedyś będziemy.
Nasz skromny „obwód
łowiecki” obejmował Pola Wilanowskie oraz okolice Lasu Kabackiego, gdzie
dysponowaliśmy kilkoma bażantami, stadkiem kuropatw i dyżurnym zającem.
Postanowiliśmy wykorzystać w pełni te możliwości i co tydzień pracowicie
okładaliśmy pole. Obserwując poczynania naszych rudych, doszliśmy do wniosku, że
co dwa setery to nie jeden, a jakby to było pięknie mieć ich jeszcze więcej.
Jako że powiększenie liczby psów we własnym zakresie było wówczas niemożliwe,
zaczęliśmy szukać pomocy w internetowym Seterkowie. Ogłosiliśmy, że organizujemy
seterowy spacer, podaliśmy czas, miejsce i niecierpliwie czekaliśmy wyznaczonego
dnia. Ku naszej radości stawiło się wówczas około sześciu psów, z którymi
wyruszyliśmy w pole. Widok był zaiste wspaniały, ale szybko okazało się, że nie
dla wszystkich słowo: ‘spacer’, oznacza przedzieranie się przez chaszcze i
błąkanie po bezdrożach. W dodatku marcowa pogoda zaskoczyła nas nagle śnieżną
zadymką i kiedy po trzech godzinach wróciliśmy na miejsce zbiórki, mieliśmy
świadomość, iż niektórych uczestników spaceru widzimy po raz ostatni. I
rzeczywiście, przez kilka następnych miesięcy nikt nie odważył się nam
towarzyszyć.
Przełom nastąpił dopiero
jesienią roku 2000, kiedy niespodziewanie dołączył do nas gordon Koniak i anglik
Gambit. Odnalazł się też uczestniczący w pierwszym wspólnym spacerze rudy Ronis.
Gambit wkrótce sprowadził swoją rodzinę z Syndykatu Wielokropków i wtedy się
zaczęło! Marta Wysocka, założycielka Syndykatu, rozpowszechniła wiadomość o
spacerach wśród właścicieli swoich szczeniaków, którzy zaczęli masowo przybywać.
Umieszczane w Seterkowie sprawozdania z niedzielnych wypraw przyciągały coraz to
nowe osoby, mieliśmy nawet gości z Łodzi, Kielc i okolic Szczecina. Tej wiosny
Fokker zasilił Grupę Spacerową trzema swoimi szczeniakami i w ten sposób pewnego
listopadowego przedpołudnia 2001 roku ustanowiliśmy rekord 22 seterów w różnych
kolorach. Jak dotąd brakuje wśród nas tylko irlandzkiego czerwono-białego.
W ciągu tego roku
spacerowania utworzyliśmy zgraną grupę, której spora część spotyka się też na
wystawach i innych ‘pozaspacerowych’ imprezach. Czasem wystawa jest tylko
pretekstem do wspólnego wyjazdu. Do Dobrego Miasta pojechaliśmy po kilku dniach
spędzonych w leśniczówce na Mazurach, a Sopot był okazją do krótkich wakacji nad
morzem. Dzięki gościnności spacerowiczów dysponujących mieszkaniem w Toruniu,
zwiedziliśmy nie tylko stadion, na którym odbywała się wystawa, ale też
przepiękną toruńską starówkę.
Nasz zapał udziela się tym
członkom Grupy, którzy nigdy wcześniej o wystawianiu swoich psów nie myśleli,
albo po kilku próbach stracili motywację. Spacerowicze zaprawieni w bojach o CWC
oraz inne tytuły chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami i służą poradą
początkującym. W ten sposób na ringi powrócił gordon Koniak, a wielki puchar za
zwycięstwo w Best in Show (nie licząc kilku mniejszych) dowodzi, że była to
słuszna decyzja. Koniak zapoczątkował też miłą tradycję świętowania sukcesów
szampanem i co jakiś czas organizujemy małe przyjęcia pod gołym niebem, celem
uczczenia różnych ważnych wydarzeń.
Mamy też osiągnięcia o
charakterze czynów społecznych. Na wieść o zaginięciu Belfiego, setera z Krosna,
sprawdziliśmy warszawskie schroniska i giełdy zoologiczne. Zamiast Belfiego
znaleźliśmy seterkę irlandzką w zaawansowanej ciąży, dla której zorganizowaliśmy
akcję: ‘rodzić po ludzku’. Została przygarnięta przez Syndykat Wielokropków, a
dzięki ofiarności spacerowiczów i innych członków społeczności Seterkowa miała
zapewnione wyżywienie i opiekę medyczną. Znalazła nowy dom i jest teraz stałą
uczestniczką niedzielnych wycieczek.
Większość członków naszej
grupy to psy młode, które dzięki wspólnym spacerom socjalizują się i uczą zasad
życia w stadzie. Fokker nie miał za młodu takiej możliwości i, niestety, jest
mało towarzyski. Na szczęście inne psy zgodziły się (choć niektóre musiał długo
przekonywać), aby piastował funkcję przewodnika stada i konflikty zbrojne nie są
tak częste, jakby można spodziewać się w tak licznej grupie
Trzeba jednak powiedzieć,
że w ciągu tych dwóch lat spacery straciły swoją pierwotną funkcję i jeśli ktoś
chce rozwijać zdolności łowieckie psa, musi to robić indywidualnie. Niedziela
jest dniem zabawy i spotkań towarzyskich, a dyżurne bażanty i tak siedzą w
ogrodzonym Lesie Natolińskim, przepłoszone przez szalejących od soboty
motolotniarzy i amatorów latających modeli samolotów. Staramy się jednak w miarę
możliwości szerzyć wśród spacerowiczów przynajmniej teoretyczną wiedzę o tym, co
seter w polu robić powinien. A przed próbami polowymi zorganizowaliśmy szkółkę
niedzielną, aby pokazać o co w tym chodzi i umożliwić zrobienie próby
generalnej. Instruktorem był Fokker, który dzięki znajomościom zawartym na
spacerach, zrobił duży krok ku użytkowości. Okazało się, że właściciele Gambita
mają bażancią fermę i w ten sposób udało mi się zdobyć cenne pomoce naukowe. W
efekcie odważyłam się wreszcie zgłosić Foka na konkurs i nie musiałam się
wstydzić. Poległ dopiero na włóczce królika, która była przedostatnią
konkurencją, poprzednie zaliczając bardzo przyzwoicie, a niektóre wzorowo. Ale
cóż, nasz zając wyraził zgodę jedynie na uczestnictwo w nauce respektowania
zwierzyny, natomiast kategorycznie odmówił udziału we włóczkach.
Jak widać, w Warszawskiej
Grupie Spacerowej drzemią ogromne możliwości, godne odkrycia i wykorzystania.
Większość z nas (a może już wszyscy?) należy do Klubu Wyżła Brytyjskiego, w
którego rozwoju chcielibyśmy czynnie uczestniczyć.
A poza tym ciągle brakuje
w naszych szeregach setera irlandzkiego czerwono-białego, chyba dla pierwszego
wyznaczymy jakąś nagrodę.
|